środa, 20 marca 2013

Są takie momenty kiedy myśli same spływają na klawiaturę, wirują wspomnienia, którymi chciałbym się podzielić, czasem jednak dopada mnie taki smutek, że wpatruję się tylko biernie w monitor, w zdjęcia i nie umiem myśli ubrać w słowa. Tęsknota przygniata, a ja zamykam się w swoim świecie jak cierpiętnik, poddając się melancholii. Niewiele jest rzeczy, które z tego zaklętego kręgu potrafią mnie wyrwać, naprawdę niewiele ...

... ale każdy dowód zainteresowania od znajomych z Italii, każdy telefon, wiadomość, nawet najkrótsza wprowadzają mnie w lepszy humor, to pozwala mi poczuć, że nie jestem tam przechodniem na ulicy, turystką, tylko jedną z nich, która z jakiś niewyjaśnionych powodów, zapadła im w serce i na którą czekają. Mario często się śmieje, że nie może nawet spokojnie wyjść po papierosy czy chleb, bo zawsze napatoczy się ktoś, kto zamiast zwykłego "jak się masz" wyskakuje na dzień dobry z pytaniem "co u twoich przyjaciół?". 

 

Nello spotkany przypadkiem u dentysty natychmiast zagaduje: "kiedy przyjadą?", to samo Tina w barze, Massimo, rzeźnik Silvano, czy kasjer w supermarkecie. Francesco zaczepia mnie na facebooku, wstawia wspólne zdjęcia, Stefano chwali się nowym aparatem fotograficznym i pokazuje najnowsze foto. To niby nic szczególnego, drobiazgi, ale  właśnie to pozwala mi przetrwać, kiedy dopadają mnie doły, kiedy ogarnia mnie marazm, tak jak teraz... Rzuciłabym wszystko w diabły, żeby już być tam, żeby odetchnąć, żeby wreszcie zacząć cieszyć się życiem. 



Kiedy opuszcza mnie optymizm, czasem nawet tu w Polsce są osoby, które ciągną mnie za uszy do góry. Wtedy uświadamiam sobie jak wiele osób mi kibicuje, znajomi, dalsi znajomi, a nawet nieznajomi dopingują mnie i mam wrażenie, że razem ze mną czekają na TEN moment. To dodaje skrzydeł ... dziękuję...  


  AVERE LE ALI - to znaczy MIEĆ SKRZYDŁA

1 komentarz:

  1. oj tak czasami jest prosto pisać a czasami ciężko...ale jedno jest cudowne przyjaciele którzy zawsze są...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj