niedziela, 3 marca 2013


Pewnego razu kiedy wracaliśmy z Florencji, Mario opowiadał nam o pewnym opactwie, w którym robią doskonały likier, ale poza smakiem, napitek ów miał leczyć wszelkie dolegliwości. Któż zna się lepiej na produkcji alkoholu jeśli nie mnisi?;) Jak zapewniał Mario, miejsce gdzie znajdował się klasztor było warte nadłożenia kilka kilometrów drogi. Jechaliśmy trochę na ślepo, bo nasz przyjaciel pamiętał wszystko, ale tylko mniej więcej, a raczej mniej niż więcej. Jak zwykle:)
O dziwo trafiliśmy na miejsce za pierwszym razem, bez krążenia i mylenia drogi. Ponieważ byliśmy po całym dniu chodzenia po Florencji, Mikołaj zasnął w samochodzie kamiennym snem, ktoś musiał się więc poświęcić i zostać przy nim, na parkingu, bowiem pod sam klasztor nie można było podjechać. Paweł zgłosił się na ochotnika, więc we trójkę z Tomaszkiem i Mario ruszyliśmy spacerkiem pod górę. 


Opactwo znajduje się na szczycie jednego ze wzgórz blisko Florencji jadąc na wschód w kierunku Borgo San Lorenzo. Panorama wokół jest niezwykła, zimowa aura tamtego dnia, przydawała miejscu jeszcze więcej uroku. Sacrum, cisza, natura w uśpieniu, magia zwykłych chwil...



Blisko wejścia do kościoła znajdował się barek, nawet czynny, choć pusty i raczej nie zanosiło się na to, by za chwilę miały zjawić się tu chordy turystów. Mario wytłumaczył panu za barem, że szukamy słynnego, złociście żółtego, ziołowego likieru. Pan nalał nam do małych kieliszeczków kilka różnych trunków, abyśmy po smaku i kolorze mogli ocenić czego szukamy. Mario natychmiast rozpoznał słynny likier, był rzeczywiście żółty jak oranżada cytrynowa, w smaku intensywny, aromatyczny, rozlewał się miło po gardle rozgrzewając przemarznięte w styczniowym chłodzie ciała. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę a potem z butelką pod pachą ruszyliśmy na krótki spacer wokół zabudowań kościelnych. 


Toskania to wdzięczna modelka, muza, żywa inspiracja, gdybym jeszcze umiała oddać to na zdjęciach... 
Miejcie odwagę porzucić czasem główny szlak, Włochy na każdym kroku kryją coś pięknego, warto się odważyć, nadłożyć drogi, dać się ponieść przeznaczeniu, może najpiękniejsze, kryje się za kolejny zakrętem...
Słówko na dziś to CAMBIARE - ZMIENIAĆ

Ps. Post o wężach się pisze, a raczej powinnam powiedzieć rodzi w bólach:) Proszę o cierpliwość:)

4 komentarze:

  1. cierpliwość nie jest moją mocna stroną... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego co pamiętam miałobyc o żmijach. Ktoś tu cambia temat:))).

    OdpowiedzUsuń
  3. będzie będzie:) Czekam co mi wreszcie maestro prześle:) Jeśli zażalenia to nie do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki nieustannie i wierzę, że już nie długo zobaczę TEN post ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj