czwartek, 17 stycznia 2013


Zimą pogoda w naszej części Toskanii jest nieprzewidywalna, może być słonecznie, wiosennie z temperaturą 15 stopni, ale może też leżeć dwumetrowy śnieg. Nasz tegoroczny wyjazd świąteczno - noworoczny był pod tym względem naprawdę udany. Tylko jednego dnia padał deszcz i ciężkie, szare chmury kładły się na wzgórzach. Postanowiliśmy ten moment siedzenia w domu wykorzystać i zaprosić na kolację Nello. Dla niego - jak już nie raz pisałam - to wielkie wydarzenie! Zawsze już w progu przeprasza, że przeszkadza, a potem coraz śmielej rozsiada się na kanapie albo przy stole i ku naszej radości zachwala dania, które serwujemy, jest otwarty na nowe smaki i nawet nasze polskie, kiszone ogórki zajadał z apetytem.  
Choć Mario twierdzi, że Nello nie przychodzi do nas na jedzenie, tylko po to by trochę z nami pobyć, to jednak zwykle jesteśmy przejęci i pół dnia dyskutujemy o menu:) Nasi toskańscy przyjaciele ciągle powtarzają - nieważne co na stole, tylko ważne kto się przy nim spotyka. Niech tak sobie mówią, to bardzo piękna filozofia, tak czy inaczej na toskańskim stole zawsze jest smacznie i nawet to co proste, zaskakuje smakiem. Tym razem i my postawiliśmy na prostotę, a tytuł głównodowodzącego kucharza przejął Mario. Kupiliśmy mięsa różnego rodzaju - bisteccę, żeberka, pancettę, cielęcinę aby wszystko to upiec na ruszcie w kominku, do tego warzywa również do upieczenia z odrobiną oliwy - pomidory, cukinię, bakłażany i paprykę i by dopełnić całości - ziemniaki, które wolno piekły się w rogu kominka przysypane popiołem. 




Chyba byłam zbyt przejęta albo onieśmielona obecnością Nello, który na każdym kroku okazuje mi sympatię i nie zrobiłam nawet jednego zdjęcia stołu zastawionego przysmakami, to niewybaczalne! Załączam jedynie foto roześmianych Mario i Nello, w oczekiwaniu na kolację:)   




P.s.
Przegapiłam słówko! 

CENARE - to znaczy JEŚĆ KOLACJĘ :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj