piątek, 18 stycznia 2013

Ostatni dzień 2012 roku, chaotycznie ... niechronologicznie...


Gna ten czas jak głupi, jakby ostatnio dostał przyspieszenia. Jest wcześnie, słońce choć niskie, zimowe, to jednak grzeje przyjemnie. Nie myślałam, że uda nam się każdego dnia obiad jeść na powietrzu. W taką pogodę ciągnie mnie w góry, nie mogę wysiedzieć w domu, mimo, że ciepło i trzaskanie kominka są zniewalające jak narkotyk. Cieszę się, że  Tomuś podziela moją miłość do pieszych wędrówek. Codziennie "zaliczamy" choć skromną wspinaczkę i to właśnie moje dziecko jest prowodyrem! Bierze swoją podróżniczą torbę, pakuje butelkę wody, coś do przekąszenia i obowiązkowo notes i długopis - po kimś to ma:) Czasem udaje nam się wyciągnąć też Mikołaja.


Kusi nas łysa skała na szczycie, nie wiem którą ścieżkę mam obrać, by tam dotrzeć. Wczoraj byliśmy chyba bardzo blisko, ale przed samym szczytem musieliśmy się poddać. Przestraszyły nas odgłosy polowania, strzały i szczekanie psów, teraz jest sezon na dzika. Starałam się myśleć racjonalnie, ale jednak nie miałam pewności czy spacerowanie tymi szlakami w takim momencie było na pewno bezpieczne, czy aby myśliwi nie wezmą nas za łowną zwierzynę. Ani ja ani Tomuś nie byliśmy szczególnie widoczni na tle lasu, nasze ubranie było raczej popisem sztuki kamuflażu, a przecież w czasie polowania nawet myśliwi chodzą w odblaskowych kamizelkach. Nie bez żalu postanowiliśmy zawrócić.


Kiedy schodziliśmy ze szlaku, zobaczyliśmy z góry jak pod dom podjechał Nello, chciał się przywitać. Nie mieliśmy jeszcze okazji się spotkać, bo czuwał przez cały czas w szpitalu przy Erminii, którą - jak już chyba wspomniałam - w drugi dzień świąt zabrało pogotowie. Nello zapewnił jednak, że wszystko jest w porządku i na dniach powinna wrócić do domu. Porozmawialiśmy chwilę o tym i o tamtym, o naszej podróży, świętach i o polowaniu. Nello co nieco nam opowiedział i uspokoił, że nic nam nie groziło. Wyjaśnił reguły, mechanizmy, krok po kroku wszystko co z polowaniem związane. No ...prawie wszystko:)

Widok z góry na naszą samotnię.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Tomuś wita się z Nello

Tak czy inaczej dziś myśliwych nie ma, pewnie przygotowują się do sylwestrowego szaleństwa. My też czekamy zwarci i gotowi. I choć wielkiej imprezy nie będzie to jednak zamierzamy godnie i radośnie powitać Nowy Rok, a tymczasem ruszamy na ostatnią w tym roku górską wyprawę, mój obieżyświat już przebiera nogami!   


 

Słówko na dziś to WSPINAĆ SIĘ - ARRAMPICARSI.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj