sobota, 12 stycznia 2013



- Mamo mamo ale czy będzie ta góra piachu? - pytały dzieci po raz "enty", kiedy byliśmy w drodze do Milano Marittima.
- Będzie na pewno! - odpowiadałam tracąc powoli cierpliwość.
Chłopcy mieli na myśli wał piachu usypany wzdłuż plaży jako ochrona kąpielisk przed kapryśnym, zimowym morzem. Zapakowali do bagażnika łopaty, grabie, wiaderko, jakby to był lipiec a nie styczeń:) Mikołaj mówił nawet o kąpieli, śmieliśmy się, że jeśli on to zrobi, to ma jak w banku, że i my pójdziemy w jego ślady:) Dzieciom tak mało potrzeba do szczęścia.


Nowy rok przywitał nas piękną pogodą, było dość ciepło, słońce oblewało morze łagodnym, przydymionym światłem. Ludzie całymi rodzinami wylegli na plażę, czasem dał się nawet usłyszeć język polski:) Teraz już nie dziwią mnie tłumy nad morzem 1 stycznia, wiem, że to nie tylko nasza domowa tradycja, ale większości rodzin mieszkających w nadmorskich regionach.


Obiad chcieliśmy zjeść w restauracji, do której trafiliśmy w maju, lokal poleciła nam Paula, zarządzająca naszym ulubionym kąpieliskiem. Pamiętam, że byliśmy wtedy zachwyceni ich kuchnią, nawet dzieci ukradkiem wylizywały talerze:)





W restauracji zjawiliśmy się w samą porę, było jeszcze dużo wolnych stolików, ale już pół godziny później zrobiło się pełno! Przeglądaliśmy wygłodniali menu i ciężko nam się było na coś zdecydować. Wszyscy kochamy ryby i owoce morza, każdy ma jednak swoje preferencje i tak Mikołaj niezmiennie poprosił o spaghetti alle vongole, Tomek tym razem tak jak i Mario zamówił fritto misto, czyli smażony miks owoców morza, Paweł zjadł rombo z pieczonymi ziemniaczkami i pomidorkami a ja nietypowo - dorsza, byłam ciekawa jak podawany jest w Italii, bo to nie jest ryba z tych wód. Wcześniej były przystawki, po trochu wszystkiego: kalmary, krewetki, łosoś, acciughe i oczywiście ostrygi, których ja nie tykam, ale Paweł i maluchy uwielbiają. 


 Po tym wyśmienitym obiedzie, znów poszliśmy na plażę, ludzi było jeszcze więcej niż przed południem, wszyscy rozleniwieni, zrelaksowani, cieszący się chwilą. Żal nam było wracać, dzieci były złe, że za mało, za krótko, ale my chcieliśmy jeszcze zatrzymać się w Marradi, by zrobić choć kilka zdjęć miasteczka w świątecznej scenerii.


Słówko na dziś to LE  OSTRICHE - OSTRYGI:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj