środa, 19 grudnia 2012


Uciekam coraz częściej od rzeczywistości, choć wiem że to niemądre, pewnie niedojrzałe. Moje wspomnienia są jak torba z łakociami peerelowskiego dziecka, wyciągam po jednym, powoli, z namaszczeniem, każde jak rarytas, wyjątkowe, trzeba je smakować, delektować się nimi. A są wśród nich wspomnienia szczególne, te mają smak, w tle muzykę, zapach, te są najdroższe. 
Był taki wieczór kiedy jechaliśmy na pierwsze święto wina organizowane przez Francesco wtedy jeszcze nie w Palazzuolo a w Firenzuoli. Początkowo mieliśmy jechać autobusem umówionym na tę okazję, ale w końcu zdecydowaliśmy się na podróż samochodem, aby jednak w pełni poczuć atmosferę tamtego wieczora trzeba posłuchać TEGO.  


Drogi, które wiją się cienką serpentyną po naszych pagórkach są jednymi z najbardziej widowiskowych jakie w życiu widziałam. Wiją się dyskretnie przez dzikie terany, wspinają na szczyty a potem niemożliwymi zakrętami opadają w dół. Kiedy powietrze po upalnym dniu jest maksymalnie nagrzane, linia horyzontu rozmywa się w delikatnej, przydymionej mgiełce. I cisza .... błoga cisza i zieleń, wszechświat... Przystanęliśmy wtedy na jednym z zakrętów, bo żal nam było krajobrazu umykającego za oknem samochodu. Byliśmy w euforii, tacy spokojni, radośni... Jakbyśmy znów mieli po dwadzieścia lat. Lubię oglądać wariackie zdjęcia z tej wycieczki, uśmiecham się do nich, do moich wspomnień najdroższych. 


Do Firenzuoli dotarliśmy jako jedni z pierwszych gości, wybraliśmy sobie stolik w samym środku i natychmiast zaczęliśmy ucztowanie. To tam po raz pierwszy jadłam trippę na zimno, podaną jako sałatkę (trippa to po włosku flaki - typowe danie z tych rejonów, już o tym pisałam). Była wyśmienita! Do tego wina nęcące ze stolików i winiarze, którzy z pasją i w poetycki sposób opowiadali o ich powstawaniu. Przez cały wieczór sączyła się delikatna jazzowa muzyka, bawiliśmy się do północy, jedząc, pijąc, śmiejąc się do utraty tchu, od czasu do czasu zagadywani przez napotkanych znajomych.


Od tamtej pory kiedy słyszę "Again" mam przed oczami przymglone wzgórza, oblane ostatnimi promieniami słońca, samochód, który łagodnie kołysze się na zakrętach, jakby płynął w rytm muzyki i ta radość i spokój, które nam towarzyszyły, nie umiem chyba oddać tego słowami...   


 

1 komentarz:

  1. Właśnie w tę sobotę jadę do Firenzuoli na święta...wcześniej byłam tam na wakacjach. Warto przejść się nad tamtejszą rzekę...piękne pstrągi i kraby.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drukuj