poniedziałek, 10 grudnia 2012

Popołudnie pewnego letniego dnia 2012 roku ...


Wybraliśmy się na spacer, by trochę się rozruszać przed kolacją. Chcieliśmy przejść się granią, która prowadzi do domu Giorgio. Niestety na spotkanie wybiegły nam psy. Narobiły przy tym tyle jazgotu, że chłopcy przerazili się nie na żarty i nie było już mowy o tym by kontynuować wycieczkę, musieliśmy wrócić do samochodu. Atmosfera trochę siadła a w rezultacie wszyscy się posprzeczaliśmy, mówiłam Wam już, że u nas jak w normalnej rodzinie:) Szkoda nam jednak było pokonanego dystansu, zatrzymaliśmy się na znajomym rozgałęzieniu dróg, skąd widać Lutirano i całą valle Acereta. Z tego miejsca odchodziła też ścieżka, która biegła skrótem w dół doliny, poprzez kasztanowy gaj, okrążała domostwo Felice i łączyła się z główną drogą. Znów zabawiliśmy się w wyścig. Paweł z Mikołajem ruszyli samochodem, a ja z Tomaszkiem i Mario stromym szlakiem w dół. Umówiliśmy się na spotkanie w domu właściciela bottegi. 

 

Już nawet nie wiem czy nie znudziło Was czytanie moich ciągłych zachwytów, dlatego o widokach pisać nie będę, niech zdjęcia mówią za mnie. Tak czy inaczej po około 30 minutach dotarliśmy do umówionego punktu, Paweł z Mikołajem wyszli nam na spotkanie, znów wygrali, ale przecież nie o to chodzi kto wygrał a o dobrą zabawę.   

Zawsze byłam ciekawa jak mieszka Felice ze swoją rodziną, jego dom widać z oddali, kiedy jedzie się samochodem, nigdy wcześniej jednak nie miałam okazji znaleźć się na jego podwórku. Na powitanie wyszedł nam on sam i natychmiast zaproponował zimne piwo, chwilę później pojawiła się też jego mama. Staruszka bardzo była nas ciekawa, odwiedziny niespodziewanych gości musiały być dla niej wielkim wydarzeniem. 



Siedzieliśmy przed domem i obserwowaliśmy jak z gór schodził pasterz ze swoim psem i stadem owiec. Staruszek okazał się być ojcem Felice, nie mogłam się nadziwić jak osoba tak wiekowa miała w sobie tyle młodzieńczej witalności. Do pozazdroszczenia!!


- Zobaczymy czy mnie pozna - szepnął mi Mario do ucha, kiedy mężczyzna zbliżał się ku nam. Podobno minęło kilka ładnych lat, kiedy się nie widzieli. Mario wstał z pytającym uśmiechem na ustach i rozłożył ręce. Staruszek chwilę na niego popatrzył, musiał pogrzebać w zakamarkach pamięci, po czym odpowiedział:
- Mario! - Uściskali się tak serdecznie, że aż im zazdrościłam tego ciepła, tego momentu. Takie sceny widzi się zwykle na filmach. 



Znów okazało się, że nawet to co źle się zaczyna, może skończyć się bardzo przyjemnie. To było niezapomniane popołudnie, nawet dzieci oswajały swoje lęki tuląc się do starego pomocnika pasterza.    


Kiedy wracaliśmy, Mario opowiedział mi historię tej rodziny, której oczywiście całej cytować tu nie będę, bo nikt mnie do tego nie upoważnił. Pewna rzecz jednak poruszyła mnie i dała do myślenia. Otóż rodzice Felice pochodzili z południa Włoch, żyli bardzo ubogo, w końcu postanowili porzucić swoje dotychczasowe życie, spakowali cały swój dobytek w przysłowiowy jeden karton, obwiązany sznurkiem i przyjechali do Toskanii. Wspaniale było więc teraz widzieć ich cieszących się tym wszystkim co mieli dookoła. Trzeba mieć odwagę by realizować marzenia, bo przecież one się spełniają...

Takie jest właśnie dzisiejsze słówko: SOGNO - czyli MARZENIE, SEN:)

Valle Acereta

S

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj