środa, 5 grudnia 2012

 
Kiedyś...
- Nie spodziewaj się wiele, to biedny wiejski dom, wybudowany skromnie, ot zwykła stodoła! Tyle tylko, że ma kawałek dobrej ziemi. - Mario starał się zniechęcić mnie na starcie, kiedy jechaliśmy obejrzeć dom należący do jego wuja.
Kiedy byliśmy jeszcze na głównej drodze i wyjechaliśmy zza ostatniego zakrętu, Mario wyciągnął rękę i wskazując przed siebie powiedział:
- To ten.
- Ten? - nie dowierzałam - Mówiłeś, że jest brzydki! Naprawdę spodziewałam się zobaczyć jakąś stodołę, ale ten jest piękny! Tak go sobie wyobrażałam, tak mi się śnił.
- Mówisz poważnie?
- Ależ oczywiście! nie widzisz tego? jest idealny! - rozpływałam się w zachwytach.
- Nigdy go takim nie widziałem...


Potem ...
Przez te wszystkie lata wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał, niemal czułam w ręku ciężar kluczy do niego, widziałam wnętrza, kolory, czułam zapach. Uwielbiałam jego historię.... Ileż razy zatrzymywaliśmy się tam, aby choć chwilę posiedzieć w cieniu jego murów, zrobić zdjęcie, pomarzyć. Było oczywiste, że jeśli trafi się kupiec przed nami, dom zostanie sprzedany, bezlitosne prawo rynku, ale nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, nawet jeśli gdzieś w zakamarkach świadomości ten strach drzemał. 

Nigdy nie wiadomo co komu pisane, mówią też, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Kto wie, który dom z kamienia będzie należał do mnie. Gdzieś jest, na pewno, nie wiem tylko, za którym zakrętem... Ten z moich snów został prawdopodobnie sprzedany, więc dziś mi smutno, zakłóciło to mój świąteczny entuzjazm i radość. Paweł mówi - nie martw się,  tak miało być, znajdziemy inny. Ja wiem ... ja to wszystko wiem... 

Czuję się w obowiązku zmienić moje tytułowe zdjęcie, może los sprawi mi jeszcze niespodziankę, ale lepiej oglądać Casaluccio, które jest teraz, w którym jestem, które nie jest tylko snem...



SMUTEK to po włosku TRISTEZZA

1 komentarz:

Drukuj