niedziela, 16 grudnia 2012


Faenza, pewnie mało kto wie co to za miasto, bo nie leży absolutnie na szlaku turystycznym, ale na pewno wszyscy wiedzą co to jest fajans. A co ma wspólnego fajans z Faenzą? Już wyjaśniam - od tego właśnie miasta, które we Włoszech już od średniowiecza znane jest z ceramiki wzięły właśnie swą nazwę wyroby ceramiczne. Faenza nie jest spektakularna jak Florencja czy Siena, to jasne! Niemniej warta jest by na chwilę się tu zatrzymać. Ma przyjemne centrum, przy Piazza del Popolo stoją budynki z XII - XV wieku i XV-wieczna katedra. Dwa dni w tygodniu odbywa się tu targ, na którym jak zwykle kupić można wszystko. Ja nie traktuję Faenzy turystycznie, dla mnie to baza wypadowa na większe zakupy, ale robię to zawsze z największą przyjemnością. A kiedy już tu jesteśmy obowiązkowo przystajemy na obiad w naszej ulubionej budce, do której oczywiście pierwszy raz zaprowadził nas Mario. To drewniany baraczek, na uboczu, z dala od centrum, proste ławy, plastikowe sztućce, ale mimo, że wygląda na klasyczny fast food, wszystko tu jet świeże i robione na miejscu. Nie chciałabym nikomu się narazić, ale lepszej bruschetty niż tam, w życiu nie jadłam:)



 Faenza lipiec 2011

W Faenzie jest targ, przycupnęliśmy w gelaterii pod arkadami, na głównym placu. Znów ta poranna muzyka, pobrzękują filiżanki z kawą, szeleszczą gazety. Uwielbiam obserwować włoskie poranki, mają w sobie tyle życia, radości. Wstajemy w końcu od stolika i ruszamy labiryntem straganów i mimo, że kulinarne plany mamy już poczynione, to jednak wszystko nęci i woła - kup mnie, kup mnie!  Sprzedawcy kuszą, podsuwają na pergaminie kawałki sera, świeżej ricotty, plasterki salamino, no i jak być twardym? Wbrew naszym postanowieniom wychodzimy obładowani jak muły.  



Włoski na dziś: FARE  LE  SPESE - ROBIĆ ZAKUPY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj