wtorek, 11 grudnia 2012



Chciałabym nadchodzący Nowy Rok tak jak i poprzednie powitać w Italii, nie wiem czy nam się to uda, nie chcę nawet myśleć, że mogłoby być inaczej, lepiej w ogóle się nad tym w tej chwili nie zastawiać...



Tymczasem chciałam Wam pokazać jak te nasze "świętowanie" wygląda w Toskanii. Nie lubimy nadętych imprez, wyjść, brokatów, tego całego blichtru, zamieszania, które towarzyszy imprezom sylwestrowym. Dlatego najchętniej zaszywamy się w naszej samotni z pełną lodówką, rozpalonym kominkiem, głupotami w telewizji, z prosecco, ubrani jak nam się podoba:) Bawimy się setnie - a jakże - nawet są tańce i sztuczne ognie, których nie powstydziłby się sam Jurek Owsiak. A z fajerwerkami to nie taka prosta sprawa! Najlepszy sklep w okolicy z materiałami pirotechnicznymi jest w miasteczku oddalonym o jakieś 50 km. Pojechaliśmy tam w zeszłym roku przed słynnym zwiedzaniem Ravenny. Pawła nie satysfakcjonują drobne fajerwerki, sztuczne ognie ecc. Musi być spektakl na miarę Sydney! Jednak okazało się, że aby kupić coś więcej niż zwykle puf puf, potrzebne jest pozwolenie na broń! Co za szczęście, że był z nami Mario, który takowe posiada:) Wyszliśmy ze sklepu z całym arsenałem.












nasza ściana telefoniczna
 



Pierwszą turę odpaliliśmy wcześniej z dziećmi, na wypadek gdyby nie doczekały północy.  Potem była zabawa, kolacja, "tańce, hulanki, swawole", dużo śmiechu, wina i radości. Na kilka chwil przed 24.00 przygotowaliśmy prosecco i kieliszki, kamerę, aparat, aby chwilę wiekopomną uwiecznić i wraz z telewizyjnym prowadzącym zaczęliśmy odliczanie, quattro, tre, due, uno!!! Felice Anno Nuovo!! Wyściskaliśmy się, życzyliśmy sobie tego co najlepsze i z przygotowaną pochodnią i zapasem sztucznych ogni ruszyliśmy na pole. To była niezapomniana noc!! Wyobraźcie sobie, że w opactwie na Gamogni też grupa ludzi spędzała Sylwestra, na drugi dzień pytali naszych gospodarzy, kto jest w Casaluccio, bo o północy było takie widowisko, jakiego w życiu by się w tym miejscu nie spodziewali. 



Pamiętam naszego, pierwszego toskańskiego Sylwestra. Do ostatniej chwili nie było wiadomo czy w ogóle ten wyjazd dojdzie do skutku, ale udało się. O północy z kieliszkiem wina wyszłam przed dom, popatrzyłam w niebo i odetchnęłam z ulgą, a w głębi duszy nie dowierzałam, że to dzieje się naprawdę.


Słówko na dziś FUOCHI D'ARTIFICIO - czyli FAJERWERKI


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj