sobota, 3 listopada 2012

Z notatnika, bez daty...

- Chciałabym żebyś kiedyś był moim przewodnikiem w podróży na Sycylię - powiedziałam pewnego dnia do Mario. - Mówiłeś, że Sycylia jest piękna... chciałabym ją zwiedzić ale nie turystyczne kurorty  na wybrzeżu, bardziej interesują mnie zapomniane przez resztę świata małe miasteczka w głębi wyspy, gdzie przed domami siedzą staruszki ubrane na czarno, są jeszcze w ogóle takie miejsca?
- Kiedyś przez jakiś czas żyłem w pewnym maleńkim portowym miasteczku - zaczął opowiadać Mario - właśnie takim o jakich mówisz, z kobietami ubranymi na czarno, jak żywa scenografia do filmów Tornatore. Była to osada, gdzie wszyscy utrzymywali się z rybołówstwa, pamiętam, że wieczorem wychodziliśmy popatrzeć jak wracają z morza. Kolorowe barki po kolei przybijały do brzegu, gdzie na mężów rybaków czekały żony i dzieci, to naprawdę było barwne widowisko, wyobraź sobie, że każda barka była w tym samym kolorze co dom właściciela, więc z daleka widać było kto to płynie. Urocze miejsce. Kiedy tak obserwowaliśmy tubylców, oni podchodzili do nas i czasem ktoś próbował uprzejmie zagadywać, ale co z tego, kiedy nie rozumieliśmy ani słowa. To zupełnie inny kraj, mówię ci, inny język, inna mentalność, surowy krajobraz.
- Gdybyś miał wybrać miejsce w jakim chcesz żyć to byłoby to ...? 
- Bez cienia wątpliwości Elba!
- Nigdy nie byłam na Elbie, ale mówią, że jest piękna - powiedziałam.
- Przede wszystkim Elba to Toskania, czyli tak jakbym był u siebie, ale jest mała, jest morze, które wiesz dobrze jak  bardzo kocham, są też i góry, ludzie przyjaźni, kuchnia, na której się wychowałem, jednym słowem mały toskański raj na morzu.   
- Ze wszystkich miejsc, które widziałeś, było jakieś jedyne, które zrobiło na tobie niezapomniane wrażenie?
- To będzie znów Sycylia, wieki temu, ale jakby to było wczoraj. Pamiętam, że zatrzymaliśmy się na noc w pewnym starym opactwie, dostałem łóżko w celi jak to zwykle w takich miejscach. Była już noc kiedy tam przybyliśmy, więc właściwie od razu zasnąłem. Wczesnym rankiem obudził mnie kruk, który przysiadł w oknie. Zaciekawiony podszedłem bliżej i wyjrzałem na zewnątrz .... to co zobaczyłem wyryło mi się w pamięci na zawsze jak najpiękniejszy obraz. Opactwo było położone na górze a z okna mojej celi, jak okiem sięgnąć, widać było tylko falujące łany złocistego zboża... I to światło, jedyne, niepowtarzalne, które przydawało temu wszystkiemu aury niesamowitości...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj