czwartek, 22 listopada 2012


Widziałam wczoraj w sklepie wystawione już w wielkich stosach babki panettone! Produkt eksportowy z Włoch na Boże Narodzenie:) I od razu przypomniały mi się przedsylwestrowe festy u Francesco ...


W przedostatni dzień roku Francesco organizuje w swojej bottedze przyjęcie dla stałych gości i przyjaciół, to takie podsumowanie kolejnego roku, który mija. Stół w jednej z sal ugina się od przystawek, na tę okazję nasz przyjaciel sprowadza najlepsze prosciutto, sery najróżniejsze i wina - jak to u Francesco - najznamienitsze! Po zimnych przystawkach, kelnerki podają do stołu kolejno dania gorące, crostini, pastę, mięsa, wszystko jest dopieszczone, smakowite, nawet kiedy brzuchy już są pełne, to oczy jeszcze by jadły.









Pisałam już o Francesco, że swoim sposobem bycia, podejściem do ludzi i do swojej pracy zjednuje sobie przyjaciół. Bottega i wina to jego życie, to czuć już od progu! Do tej pory dwa razy mieliśmy przyjemność uczestniczyć w tych przyjęciach, to były niezapomniane wieczory. Dla mnie to prawdziwy zaszczyt znaleźć się w tym wąskim gronie wybrańców. Na koniec na stół wjeżdża wielka baba - panettone, przełożona żółtym kremem mascarpone. Te, które mogę kupić w Polsce nawet nie mają co stawać z nią w zawody!  Baby, które podaje Francesco, są zamawiane już rok wcześniej, bo to niemal domowa produkcja, ciasto wyrasta trzy razy, naszpikowane jest wilgotnymi rodzynkami i pachnie tak, że można oszaleć! Francesco wie, że to mój największy przysmak, przy pożegnaniu wręcza mi zawsze miniaturę baby pokrojonej dla gości. Nie jestem żarłokiem ale kiedy widzę ten typowy, bożonarodzeniowy włoski przysmak tracę jakikolwiek umiar!  


Tak mi chodzi po głowie myśl, by wyprodukować w mojej własnej kuchni choć namiastkę tego cudu, przecież jeśli się nie uda to i tak nikt się nie dowie:)

1 komentarz:

  1. cuuudnie :) Czaimy się w najbliższej przyszłości na Włochy, bo czuję, że to będzie moja Mekka :) POzdraiwma serdecznie K.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj