wtorek, 27 listopada 2012



Milano Marittima, 1 stycznia 2011, 2012...
Stało się to już naszą świecką tradycją, odkąd Nowy Rok witamy we Włoszech, zawsze 1 stycznia jeździmy nad morze, na spacer, a potem siadamy w jednej z restauracji na świąteczny obiad. Za pierwszym razem jechaliśmy niepewni, czy w ogóle w taki dzień jakiś lokal będzie otwarty. Na miejscu okazało się, że problemem jest znalezienie wolnego stolika, a nie czynnej restauracji. Włosi w Nowy Rok masowo wychodzą z domu, większość je świąteczny obiad na mieście. Zwykle będąc w Milano Marittima jadaliśmy w jednej z naszych ulubionych restauracji "Aquario", niestety ta już nie istnieje, szkoda. 



Pamiętam kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy tam 1 stycznia i już na progu wyszła powitać nas cała ekipa z szefem na czele złożyć życzenia Felice Nuovo Anno. Wyściskali nam dłonie jakbyśmy byli co najmniej rodziną królewską. Bardzo to było wzruszające, na tym jednak niespodzianki się nie skończyły. Szef wiedząc, że mój mąż jest wielkim amatorem ostryg, kazał podać nam do stołu gratisowy talerz szarych, "zniszczonych" - jak mówi Mikołaj - muszelek. Bardzo się nim jednak Paweł nie nacieszył, bo dwa małe sępy bezczelnie go objadły :) Swoją drogą zadziwiają mnie moje dzieci i utwierdzam się w przekonaniu, jak to wspaniale z dziećmi podróżować już od pierwszych miesięcy ich życia, jak są otwarte na nowe smaki, doznania, ciekawe ludzi, nowych miejsc. Jestem z nich dumna!

 

Tak więc wcinali ostrygi jakby to były czekoladki ku mojemu zaskoczeniu i rozpaczy Pawła:) Szkoda, że Aquario zostało zamknięte, kuchnia tam była wybitna, spaghetti alle vongole, smażone sardynki, szaszłyki z krewetek, mule w białym sosie, a na deser, jeśli to sezon bożonarodzeniowy, oczywiście panettone! 



Spacer brzegiem morza nawet zimą relaksuje i wycisza, choć wybrzeże w tym miejscu nie jest choćby pięćdziesiątym cudem świata. Zwykle nad wodą wisi lekka mgiełka, która zaciera linię horyzontu. Wzdłuż plaży usypany jest wał piachu, który chroni kąpieliska przed kaprysami morza. Ludzie snują się leniwie, dzieci zbierają muszelki, patyki, podchodzą do wody, słychać tylko dyskretne chlup chlup, a ja to wszystko fotografuję i poddaję się melancholii, i już tęsknię za starym i z nadzieją myślę o nowym...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj