wtorek, 23 października 2012



Wróciliśmy kiedyś z grzybobrania z koszem pełnym grzybów, sfotografowałam nasze zdobycze ze wszystkich stron, po czym dumna i blada wysłałam zdjęcia Mario czekając z niecierpliwością na komplementy. Mario odpisał - Zbieracie trujące grzyby??? Nie rozumiałam co miał na myśli. Jak to tak moje śliczne podgrzybki trujące?!! Byłam szczerze oburzona:))) Tłumaczyłam, że to bardzo dobre grzyby i jak najbardziej mamy zamiar je nawet zjeść! Był nieco zaniepokojony i przykazał mi wysłać jakąkolwiek wiadomość po spożyciu, aby uspokoić go, że jesteśmy cali i zdrowi. Zdumienie Mario było zrozumiałe, bowiem w Toskanii, tych grzybów się nie zbiera, w każdym grzybobraniu główną rolę odgrywają porcini czyli prawdziwki, mało tego najlepsze z najlepszych są te, które rosną w lesie dębowym lub bukowym, natomiast te, które "czuć" sosną uważane są za gorszy gatunek. Dla mnie to było nieprawdopodobne. Kiedy przyjaciele zaczęli przysyłać mi zdjęcia swoich zbiorów, natychmiast pojęłam czemu po podgrzybki nawet się nie schylają. Popatrzcie: 




Jedyne czego Włosi nam zazdroszczą w kwestii grzybów, to "wygodniejsze" lasy, zdecydowanie bardziej przyjazne grzybiarzom. Koło Marradi jest wiele miejsc grzybowych, ale niestety jeszcze nigdy nie udało nam się wstrzelić w sezon i boleję nad tym bardzo. Byłabym gotowa przedzierać się przez chaszcze, wdrapywać po stromiznach z koszykiem w zębach, byle znaleźć okazy takie jak Franco ma w swym koszyku, porcini jak piłki tenisowe i większe!! 


Oczywiście są też inne gatunki, niektóre popularne i u nas, jak chociażby kurki czy kanie. Ja jednak marzę o takich okazach jak na zdjęciach a tymczasem zadowolę się własnoręcznie zebranymi podgrzybkami i opieńkami:)

(wszystkie zdjęcia w tym poście przedstawiają toskańskie cuda, postanowiłam nie wychylać się z moimi zbiorami, niestety jakość zdjęć marna, bo zwykle robione telefonem, być może za kilka dni pokażę nowe zdjęcia, bo wiem, że Franco wybiera się na grzyby w rejony Maremmy)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj