piątek, 26 października 2012



Minęły prawie dwa miesiące od naszego powrotu do Polski, gdyby wszystko potoczyło się tak jak miało się potoczyć pakowałabym teraz walizki do samochodu i odliczałabym minuty do wyjazdu:( Tak się jednak nie stało i nie będę  ukrywać jak bardzo mi przykro z tego powodu. Dziś nawet nie pomaga oglądanie starych zdjęć i wspominanie odbytych podróży. Dziś znów chciałabym czuć ten dreszczyk, znów być w drodze... 

 

Ale oczywiście nie mogę rozpaczać i rozpamiętywać co by było gdyby... Tak jest i koniec, żyjmy dalej, będę odliczać czas do świąt i robić kolejne plany. Oby udało się je zrealizować. Upiekę dzieciom paluchy wiedźmy, potem pierniczki, wypiszę kartki z życzeniami świątecznymi, zrobię adwentowy kalendarz, spróbuję zdać ostatni egzamin i może jakoś czas zleci na niemyśleniu o tęsknocie. Mam nadzieję, że nieżyczliwe nam osoby przestaną zaklinać rzeczywistość i odprawiać czary woo doo, niestety im dłużej żyję, tym więcej dostrzegam wokół siebie zawiści. Na szczęście równoważą je czasem ciepłe słowa od innych, tak jak pewna wiadomość, którą  dostałam wczoraj, chciałabym ją zacytować, ale to byłoby chyba naruszenie prywatności mojej i Nadawcy, ograniczę się do podziękowania - DZIĘKUJĘ CI PANI "J" vel I:))) 


Smutno się robi dookoła, bo kasztan przed domem zrobił się łysy, bo mgła wisi czasem do południa, bo mówią, że zaraz ma spaść śnieg i listopad za pasem... cholerny listopad... Już coraz częściej czuć w powietrzu ten zapach - ja go nazywam cmentarnym - taki późnojesienny, mieszanina rozmokłych liści, dymu i smutku. I do tego zrobiło się zimno... 

Kolorowa jesień żegna się z nami... a ja wciąż tu:(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj