poniedziałek, 15 października 2012


Dumny pierwszoklasista:)

Moje młodsze dziecię, moja największa i najpiękniejsza życiowa niespodzianka, dziś ślubowało szkole. Nasuwają mi się same banały, że czas gna jak szalony, że dzieci za szybko rosną, itp... itd... Wzruszam się bardzo w takich momentach, jest radośnie i trochę smutno, bo uświadamiam sobie, że małe pisklę wymyka się spod moich skrzydeł... Ale przecież dzieci nie rodzimy, nie wychowujemy dla siebie, ale dla świata, dla innych. Niech więc ten świat stoi dla mego dziecięcia otworem! 


Piękną mieliśmy uroczystość, bo i szkołę mamy wspaniałą i to będzie jedna z pierwszych rzeczy, której będzie mi w Italii brakować, chyba bardziej mnie niż dzieciom, bo one nie mogą się doczekać przeprowadzki i wciąż pytają o włoską szkołę, są wręcz przekonane, że za rok już będziemy tam... ale życie nie jest takie proste. 

 

Dla nich oczywiście im szybciej tym lepiej, póki co uczę ich języka włoskiego, cieszy mnie, że przełamują bariery i zaczynają mówić ładnie, pełnymi zdaniami. Kiedy nikt nie słyszy mówię do nich po włosku, a czasem nawet jak jesteśmy wśród ludzi, choć wtedy muszę liczyć się z krytyką. Ostatnio usłyszałam, że jesteśmy bardziej włoscy niż Włosi, cokolwiek to znaczy, ale nawet nie chce mi się tego komentować:( Wypaczony patriotyzm. To takie nasze bardzo polskie, zaściankowe. Moje dzieci mają świadomość tego, że urodziły się w Polsce i tego nic nie zmieni, uczę ich, że trzeba być dumnym z tego kim się jest, dokądkolwiek w przyszłości zaprowadzi ich los. Zrobię wszystko by umiały mówić poprawną polszczyzną, by znały naszą historię i literaturę. Ale chcę im pokazać, że ich domem może być cały świat, dziś Polska, jutro Włochy a kiedyś ....  któż to wie. Chcę uchronić ich od naszego ciasnego przywiązania do ziemi, które tylko ogranicza i nie pozwala cieszyć się wolnością, a ja nade wszystko chcę by czuli się wolni, bo bez tego nie można być w pełni szczęśliwym... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj