piątek, 19 października 2012

Biały dom z wieżyczką, jest położony, tak, że ładniej nie sposób sobie wyobrazić. Tak jak ja wzdycham  do domu wśród złotych traw, tak Paweł wzdychał zawsze do tej willi. Pewnego dnia przypadek sprawił, że mogliśmy ten dom zwiedzić. 

 
W jeden z pierwszych sierpniowych dni pojechaliśmy do Palazzuolo. Francesco zawsze urządza festę na nasz widok, właściwie na widok wszystkich swoich zaprzyjaźnionych gości, bottega to jego życie. Po wylewnych powitaniach zaprosił nas do stolika i podał butelkę wyśmienitego prosecco. Od słowa do słowa okazało się, że ja nigdy nie widziałam widowiskowego otwierania nożem butelki. Francesco był i zaskoczony i wniebowzięty - jak to tyle razy byłaś u mnie i nie widziałaś? nigdy? - pytał. - No nie, nie widziałam!  

 
 

Francesco zademonstrował więc swoje umiejętności, szybkim pociągnięciem noża odciął górną część szyjki z korkiem. Byliśmy zachwyceni - mała rzecz a cieszy! Francesco tego dnia był naprawdę w formie, żartował, ściskał nas, opowiadał anegdotki, popisywał się jak małe dziecko! Gdy odjeżdżaliśmy brzuchy bolały nas ze śmiechu. Przed pożegnaniem zapytał gdzie dokładnie znajduje się nasz dom, bo bardzo chciałby nas w koncu odwiedzić. Tyle o ile wytłumaczyliśmy jak do nas dojechać, co on skwitował: 
 - aaaa niedaleko mieszkają moi przyjaciele!!! Jedźcie ich odwiedzić!!  Zawieźcie pozdrowienia ode mnie, a jeśli się wstydzicie, dam wam butelkę wina dla nich, przynajmniej będziecie mieli pretekst. 
Kiedy wytłumaczył nam gdzie mieszkają jego przyjaciele, zaświeciły nam się oczy, Antonella i Davide, bo tak się nazywali - mieszkali w białym domu z wieżyczką... Ależ byliśmy podekscytowani na myśl o tym, że tą piękną posiadłość będziemy mogli zwiedzić od środka. 

Nie zrobiłam zdjęć wnętrza, po pierwsze byłam zbyt onieśmielona tym co zobaczyłam, po drugie z szacunku dla ich prywatności. Jednak kiedy opowiedziałam Antonelli, że piszę o Toskanii i chciałabym napisać również i o ich willi, zaprosiła mnie na kolejną wizytę i zrobienie zdjęć. Niestety przegrywam zawsze z moją nieśmiałością, nie miałam odwagi przyjechać drugi raz i zajmować czas moją osobą, szkoda... 



Dom z zewnątrz jest piękny, ale to jego wnętrze odebrało mi mowę, miałam wrażenie, że znalazłam się na planie starego włoskiego filmu. Wiekowa toskańska willa ... o niej można było powiedzieć, że jest naprawdę z duszą!!! Stare łoża, schody, obszerne pokoje, imponujące sklepienia, kamienny zlew w kuchni, cudo! Antonella była bardzo miła opowiedziała mi trochę o swojej rodzinie, zaprowadziła do kaplicy, gdzie pochowani byli jej przodkowie, między innymi jej pradziadek, który doprowadził do Marradi prąd z Rzymu. Niesamowite są dzieje niektórych rodzin, ich życie jak film. Gdy wsiadałam do samochodu czułam delikatną zazdrość, bo ja taka zwyczajna, bo ja taka mała na tle tego wszystkiego... 

Już to zdjęcie publikowałam, ale przypomnę. Tak wygląda dom Antonelli zimą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj