sobota, 29 września 2012


Pierwszy raz do Florencji pojechałam latem, był upalny, skwierczący lipiec i o ile pod względem architektonicznym, wizualnym spodobała mi się bardzo to pod każdym innym już mniej. O niebo wolałam chociażby jej główną rywalkę - Sienę. Ale jak wiele zależy od tego w jaki sposób, wg jakiego "klucza" dane miejsce się zwiedza... Potrzebowałam trochę czasu, aby pokochać Florencję, aby się do niej przekonać. W głównej mierze przyczyniły się do tego opowieści Mario, który spędził tam kawał swojego życia i opowiedział mi o mieście, które właściwie już nie istnieje.

 

z opowieści Mario:
Przeprowadziłem się do Florencji kiedy miałem 13 lat, to był krok milowy dla chłopaka z takiej mieściny jak Marradi. Zamieszkałem z moją ciotką, była niesamowicie piękną kobietą, uwielbiałem pokazywać się z nią na ulicy, wszyscy mi zazdrościli.... Mieszkaliśmy na ostatnim piętrze, pamiętam jeden z najbardziej smutnych momentów tego miasta, byłem w mieszkaniu  kiedy usłyszałem dziwny hałas. Wyjrzałem przez okno, to co zobaczyłem było straszne. Ulicami płynęła rwąca rzeka, był 1966 rok, Arno wystąpiło z brzegów i zalało Florencję...

Arno
- Znasz bar Giubbe Rosse? 
- Nie, a powinnam? 
- Nie wiem, ale jako fascynatka literatury chyba powinnaś.
- Opowiedz mi!
- Giubbe Rosse to słynny, historyczny bar na Piazza della Repubblica, był to chyba najbardziej znany lokal w Italii w XX wieku, a znany był z tego, że tam spotykali się najwięksi artyści, przedstawiciele różnych nurtów literackich...

Florencja zmieniła się bardzo przez ostatnie 40 lat, to normalne, jak wszystko co nas otacza. Teraz kiedy spacerujemy jej ulicami, nie rozpoznaję tych sklepów, barów, wszystko jest inne, nawet hałasy. Za moich czasów słychać było głównie stukot końskich kopyt po bruku...


Kiedy zamieszkałem we Florencji znalazłem pracę jako pomocnik u pewnego fotografa, miał swój zakład niedaleko Ponte Vecchio. To było moje pierwsze bliższe spotkanie z fotografią. On był prawdziwym artystą, jego wizja artystyczna była bliższa naszym czasom, nie robił zdjęć charakterystycznych dla tamtej epoki. Wtedy właśnie zacząłem interesować się fotografią...

Mikołaj w La Specola
 
Ostatni raz byliśmy we Florencji w styczniu tego roku i była to wycieczka dość nietypowa, bo głównym jej punktem było muzeum historii naturalnej La Specola. Zdumiewające miejsce, wrażenie robił już sam budynek i forma w jakiej przedstawione były eksponaty, tak różne od interaktywnych współczesnych muzeów i wystaw. Dzieci jak zaczarowane oglądały gabloty ze zwierzętami, albo przekrój kobiety w poszczególnych etapach ciąży. Bardzo pouczające!  Po części dedykowanej dzieciom poszliśmy na główny targ Florencji, a zdjęcia z tego miejsca już tu przy innej okazji publikowałam, świńskie uszy, świńskie mózgi i flaki, z których robi się najsłynniejsze tu danie - czyli trippę. Usiedliśmy między innymi Florentyńczykami przy długich ławach i zajadaliśmy ją z plastikowych talerzy tak jak oni, popijając czerwone, domowe wino... 

nawet grafiti we Florencji jest poetyckie


Turyści przed Santa Maria del Fiore
przerwa na kawę
Co za szyk! (foto by Piotr Czaja czyli mój brat)
Nie chcę być tak egzaltowana jak Kora w pewnym rozrywkowym programie, ale wybaczcie samo mi się nasuwa ... kocham... kocham... kocham...  

foto by Piotr Czaja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj