wtorek, 11 września 2012

Goooooollllll!!!!



Italia kojarzy się z .... i tu można wyliczać bez końca, ale na pewno też na tej liście znalazłaby się piłka nożna. Dla mnie jest to temat nieco abstrakcyjny, bo kibic ze mnie marny a piłkarz tym bardziej. Niemniej ożywiam się co dwa lata na okoliczność mistrzostw świata bądź Europy. Ten rok oczywiście był szczególny i o tym też już pisałam, o naszym włosko - polskim kibicowaniu, sukcesach i porażkach. Najmilsze w tym wszystkim jest jednak to, że euro 2012 rozbudziło w moich chłopcach piłkarskiego ducha, początkowo myślałam, że ta nowo-narodzona pasja przygaśnie wraz z końcem mistrzostw, na szczęście jednak tak się nie stało, piłka przykleiła się dzieciakom do nóg i odczepić nie chce, a tym samym naturalnie wtopili się we włoski "krajobraz". Latem tego roku nie mijał dzień bez choćby jednego meczu rozegranego przed domem, a Mikołaj potrafił jak w transie przez godzinę kopać piłkę sam ze sobą. Podczas jednego z pierwszych meczy, rozległo się nagle jakby przez megafon: gentili telespettatori buonasera ! Dallo stadio Cosluccio di Lutirano trasmettiamo in diretta la partita....!!!!




To był Mario, który wziął plastikowe wiaderko, schował się za domem i udawał sportowego komentatora. Dzieci oszalały z radości! Od tej pory mecz bez jego relacji nie miał już tego uroku! Wkrótce wiaderko zostało zamienione drogowym pachołkiem i zabawa była przednia. Chłopcy opanowali perfekcyjnie włoskie słownictwo w tej dziedzinie - co chwilę dawało się słyszeć - mano! palo! fuori! parata! calcio di rigore! a raz nawet w tym całym sportowym rozemocjonowaniu pokłócili się po włosku. 
Włosi kochają piłkę i cieszą się nią i starzy, i młodzi, w Lutirano w pierwszych dniach sierpnia rozgrywane są mecze między okolicznymi miasteczkami i wioskami, a tegoroczny turniej wygrywa ostatecznie drużyna zebrana z chłopaków, którzy pracują nieopodal przy cięciu drzewa. Na boisko, bo boisko jest oczywiście w każdej wiosce, zjeżdżają się kibice, mieszkańcy spragnieni rozrywki, ktoś organizuje posiłek, można zjeść np. smażone piadiny, otwierają bar, a właściwie tak zwany circolo, są emocje... jest zabawa... Miasteczko żyje:)
Prawie jak Buffon:)

Gentili telespettatori....:)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj