niedziela, 9 września 2012

Przy stole

czekamy na gości
Jestem ciekawa ludzi, ciekawa tego, co myślą, co lubią, kim są, gdy nikt ich nie widzi, jakie mają historie, doświadczenia, co sprawia, że się uśmiechają, co ich denerwuje, co smuci. Mówią, że umiem słuchać i często nieznajome osoby zwierzają mi się ze swoich sekretów, więc chyba rzeczywiście umiem, ale przede wszystkim lubię. Ludzie opowiadają mi o rzeczach, o których być może nigdy nikomu nie mówili i to jest niesamowite. Jednak bycie z ludźmi zaczęłam doceniać tu w Toskanii, bo tu ludzie otwierają się na innych, są spontaniczni, ciekawi, a my w Polsce coraz bardziej zamykamy się w swoich skorupach. Dlatego już wiele razy pisałam o tym, jak jestem szczęśliwa, kiedy Włosi otwierają przede mną swoje domy, te chwile bycia razem, są bezcenne i dają nieprawdopodobną wręcz radość. Ja zawsze będę dla nich trochę egzotyczna, zawsze będą mnie ciekawi, ja opowiadam im o moim dzieciństwie w peerelowskiej Polsce, a oni o toskańskim życiu. Uwielbiam też zapraszać Włochów do mojego stołu, już nie stresuję się jak kiedyś, gdy przygotowuję spaghetti alla Carbonara, teraz już wiem, że im smakuje.

Pod koniec sierpnia tego roku organizujemy kolację dla rodziny Mario. Przyjeżdża stareńka mamma Anna, brat Franco z żoną Tiną i ich starsza córka Eva z mężem Filippo. Ustawiamy przed domem długi stół, jak dobrze, że wieczory jeszcze tak gorące, mimo, że już schyłek lata! Do jedzenia przygotowujemy domowe tagliolini z zielonym groszkiem i pancettą, potem Paweł serwuje kurczaka na swój tajemny, genialny sposób, jest soczysty i ma chrupiącą skórkę, muśnięty rozmarynem i podlany odrobiną białego wina, potem oczywiście sery, prosciutto i figi z salamino. Franco przywozi wspaniałe wino. Wieczór jest wyjątkowy, choć to przecież zwykły wieczór wśród swoich. Rozmawiamy o wszystkim: o jedzeniu, o muzyce, o nas, o moich marzeniach, o domu, który mam nadzieję będzie nasz. W tle śpiewa Mina - oczywiście o miłości, jest tak ciepło, tak spokojnie ... jakby to był film a nie zwykłe życie. Po 23.00 Franco jako pierwszy podnosi się od stołu, widać, że jest zmęczony, a o 6 rano otwiera bar. Jednak reszta rodziny nie jest zachwycona, nawet mamma Anna wcale się nie spieszy. Już wstają, już się żegnają, baci, abbracci, ale w tle muzyka teraz bardziej żywa i już podrygujemy, moglibyśmy tańczyć do rana. Niestety goście muszą iść, więc tanecznym krokiem odprowadzamy ich do samochodu. Obiecujemy sobie następny raz...
- Bo u was tak dobrze, tak miło - mówi Tina - zarażasz swoją pasją i miłością do tego miejsca.
Czuję, że na rzęsach już mi dynda łza. Goście odjeżdżają, przez otwarte okna machają nam na do widzenia, dopóki samochód nie zniknie w ciemnościach...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj