sobota, 18 sierpnia 2012

Przy niepogodzie ...

W ciągu tych wakacji jedynie dwa dni można zaliczyć do brzydkich jeśli mówimy o pogodzie, wyjątkowo suche i gorące mamy lato w tym roku. Jednak nawet gdy pada dobrze się bawimy na naszym końcu świata. 

22 lipca 2012 roku
Budzi mnie deszcz bladym świtem, bębni jak górska kaskada. Matko! Spać nie daje! Zwlekam się więc z łóżka, nastawiam kawę i obserwuję chmury za oknem, które wiszą nisko, jakby leżały na koronach drzew. Tak sobie zawsze wyobrażałam Laos a nie Toskanię. Wychodzę przed dom i robię zdjęcia, bo moje wzgórza czy w słońcu czy w chmurach zawsze są piękne i w sumie się cieszę, ponieważ deszcz wyręczył mnie z podlewania ogródka. Mogłoby się wydawać, że w taką pogodę to nic tylko nuda, ale wystarczy odrobina chęci i nawet taki dzień pod psem na naszym końcu świata może być kolorowy. 
Można na przykład upiec rogaliki z czekoladą i marmoladą:
dzieci ulubione
albo zrobić tagliolini,
robimy pastę

iść odwiedzić sąsiadów, 
u sąsiadów
a czasem nawet iść na ryby

nad rzeką
 i mija kolejny, cudowny, toskański dzień...

piątek, 17 sierpnia 2012

Tutto passa


Coraz częściej mamy smutne miny, staramy się głośno o tym nie mówić ale oddech powrotu do Polski czujemy już na plecach. Ostatnie dwa tygodnie przed nami, a jakbyśmy tu wczoraj przyjechali. Wspominamy Sylwestra i nasze fajerwerki, który był przecież tak niedawno i zimową podróż do Puglii, na którą tak czekaliśmy, wszystko minęło... I najpiękniejszy moment, kiedy wyładowani bagażami po brzegi pojechaliśmy na zakończenie roku szkolnego, a potem w pośpiechu, w samochodzie zmienialiśmy galowe ubrania na swobodne wakacyjne i ruszyliśmy, wreszcie ruszyliśmy! I ten pierwszy głęboki oddech, który łapię zwykle gdzieś koło Katowic. Tutto passa...



I wiem, że "za chwilę" znów tu wrócę, rozpalimy ogień w kominku... upieczemy kasztany... może zaczniemy mówić o podróży na Sycylię...    

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Garfagnana

gdzieś w drodze
 Kiedy pogoda zastrajkowała na kilka dni, postanowiliśmy zwiedzić jedyne według meteorologów miejsce na Półwyspie Apenińskim nie przykryte chmurami, Garfagnana...
Ruszyliśmy bez konkretnego planu, znaliśmy ze słyszenia kilka miejsc wartych uwagi, jednak poza "ponte del diavolo", który koniecznie chcieliśmy sfotografować, nie mieliśmy żadnych stałych punktów wycieczki, pełna improwizacja:)

Bajkowo...
Pierwszy przystanek zrobiliśmy w miniaturowym miasteczku, właściwie osadzie, którego nazwy nawet nie zapisałam, piękna rzeka, most, bar, kilka domów, naprawdę urokliwe. 
 Potem zwiedziliśmy Grottę del Vento, o której dowiedzieliśmy się z tablic informacyjnych przy drodze i to był strzał w dziesiątkę. Wyruszyliśmy w jednogodzinną trasę w głąb prawie dwukilometrowej góry, dzieci były tak zachwycone, że musieliśmy im obiecać trasę trzygodzinną przy najbliższej okazji. 

Grotta del vento
Potem  ruszyliśmy powoli drogą panoramiczną, nieco przestraszeni tabliczką "strada pericolosa", zatrzymując się często to tu, to tam... Zastanawialiśmy się jak ludzie tu żyją, w tych małych skupiskach po cztery - pięć domów, przyklejeni do stromych zboczy gór. Nasza samotnia przy tych osadach wydawała się być nowoczesną metropolią. Tu było prawdziwe "poza światem". 
 
Przejechaliśmy przez Castelnuovo di Garfagnana i skierowaliśmy się na Bargę, tu jedynie krótki spacer, kilka zdjęć i ruszyliśmy w kierunku domu. Na koniec oczywiście obowiązkowy przystanek przy moście diabła czyli tak naprawdę Il Ponte della Maddalena. Był większy niż się spodziewałam, zachwycający, niemal nierealny. 

Il Ponte del Diavolo



Barga
Wycieczka była bardzo udana ale pozostał wielki niedosyt. Mieliśmy wrażenie, że zobaczyliśmy jedynie tyle by uświadomić sobie, ile tak naprawdę nie widzieliśmy. Zdjęć z tej trasy jest wiele, ale ponieważ wszyscy zawsze proszą mnie o nie, to nie będę się ograniczać:)

 

Drukuj