czwartek, 26 lipca 2012

Na letnim talerzu

Pyszny obiad dziś zaimprowizowałam... W południe zjedliśmy rigatoni na dwa sposoby: dla dzieci tradycyjnie pomodoro z prosciutto, a dla nas inspirację znalazłam w kuchni Kampanii - rzeczone wyżej rigatoni z miętą, czosnkiem, cebulką, pietruszką i pełną garścią startego pecorino. Nie często zdarza się, że chwalę samą siebie ale tym razem nie poskąpię sobie komplementów. Danie to z pewnością wejdzie do naszego stałego jadłospisu. Dowodem na jego smakowitość niech przewrotnie będzie brak zdjęcia, jedynie fotografia przepisu w książce.


Kolejny raz przyznam, że Włosi to kulinarni geniusze, wystarczy tak niewiele by kubki smakowe oszalały z zachwytu:)

sobota, 21 lipca 2012

Popołudnie niedzielne, wytrwale gorące, hamak, leżak, mojito, sycylijskie historie...

- Nagrywaj to - mówi Paweł, kiedy Mario snuje swe opowieści, a ja boję się nawet ruszyć, by nie zakłócić momentu, nie przerwać chwili. Opowiada nam Mario o swej rodzinie, o Florencji, o Sycylii, o włoskim życiu, o minionych pokoleniach, historie tak fascynujące, że słów brak... kiedyś je wszystkie opiszę...

niedziela, 15 lipca 2012

Niech mi wybaczą zaniedbanie ci, którzy mojego bloga zaczęli czytać regularnie. Nie często mam możliwość bycia „w sieci”. Gdy już będę tu na stałe, na pewno zrobimy pewne udogodnienia by łączność ze światem mieć ciągle, a nie tylko wyrywkowo, przejazdem, u sąsiadów.
Co się u nas działo przez te dwa tygodnie? Wszystko i nic, bo tu nawet nic ma swój urok, bo tu nawet nic jest dla mnie wielkie, jest dla mnie wszystkim. Wystarczy, że wiatr potarga mi włosy, albo na palcach zostanie zapach mięty, wystarczy „szczekanie” capriolo koło domu o 5.00 rano, a nawet szczypanie na języku schłodzonego prosecco. Wszystko pobudza, wszystko inspiruje, wszystko niby banalne wydaje się być niepowtarzalnym cudem...   .
Piszę regularnie każdego dnia ale na papierze, tradycyjnie, w moim toskańskim notesie, dziś trochę na chybił trafił wrzucam zapiski z dnia 5 lipca i obiecuję być w sieci ciut częściej.



„W domu pachnie królikiem, rozmarynem i tymiankiem. Paweł wyżywa się kulinarnie. Dziś wieczorem zjemy królika pieczonego na sposób liguryjski. Przyniosłam z ogródka cebulkę a zza domu rozmaryn, jeszcze pachną mi nim dłonie. Wino chłodzi się w cantinie, dzieci przed domem rozgrywają mecz piłki nożnej. Słońce zaczyna opierać brodę o pobliskie wzgórza. I moje orły wróciły, dwa orły nade mną, dwa orły na moim toskańskim niebie...

niedziela, 1 lipca 2012


Na budynkach powiewają włoskie flagi, Włosi przygotowują się do wieczornego meczu, choć mówią, że jakkolwiek by się nie potoczył, Italia już wygrała. W najgorszym wypadku są przecież vice mistrzami Europy!
Wyszliśmy na popołudniowy spacer, po miasteczku, zjedliśmy pokrzywowe lody, wypiliśmy kawę a teraz chłodzimy się nad rzeką. Choć szczerze mówiąc z tym "chłodzimy się" to przesadziłam, bo nawet tu kamienie, na których przysiadłam są rozgrzane jak mój warszawski kaloryfer w największe mrozy. Temperatura dochodzi do 42 stopni, ale ja jestem chyba jedną z nielicznych, która nie narzeka na upał.



Za chwilę wracamy do domu, musimy przygotować kolację na wieczorne kibicowanie. Mąż chłodzi prosecco, bo świętować będziemy tak czy inaczej. Nie mogliśmy się zdecydować gdzie i z kim spędzić ten wieczór, bo możliwości wiele, ale w końcu zdecydowaliśmy się zostać z sąsiadami naszego przyjaciela - z Cristiną i Massimo. To tyle na dziś:) Idę założyć niebieską koszulkę i krzyknę sobie jeszcze ostatni raz FORZA ITALIA!!!   

Drukuj