sobota, 23 czerwca 2012


- Wiesz, że kiedy byłem mały służyłem do mszy? - zagaił kiedyś Mario.
- Żartujesz? Ty w kościele?
- Naprawdę!
- No dobrze, więc byłeś ministrantem, bo kazała ci mama, dla zabawy, a może rzeczywiście z serca?
- Dla pieniędzy. - stwierdził zaczepnie.
- Zwariowałeś?
- Nie zwariowałem, wiesz, że za mszę dostawałem 100 lirów? A za pogrzeb były ekstra dodatki! Za te 100 lirów kupowałem sobie jakiś napój i jeszcze zostawała mi reszta. To było życie! Czasem ksiądz chodził po domach z wizytą, oczywiście na dłużej przystawał tylko u niektórych, a wtedy i dobrych rzeczy mogłem pojeść i zarobić też. Co chcesz jeszcze wiedzieć o moim dzieciństwie?
- Pierwsza miłość?
- Miałem jakieś siedem, może osiem lat, ona miała na imię Eleonora i uwielbiała chłopców z niebieskim oczami.
- To pięknie! Ty masz niebieskie:)
- Wtedy nie miałem.
- To znaczy?
- Wtedy były brązowe, a ja marzyłem o niebieskich. I wyobraź sobie, że z wiekiem Eleonora zaczęła brzydnąć, śliczna jako dziecko wyrosła na bardzo nieszczególną nastolatkę, ale za to moje oczy z czasem stały się niebieskie:)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj