poniedziałek, 4 czerwca 2012

Fattoria Parri







Kiedyś jadąc do Volterry, jak to zawsze w czasie drogi, rozmawialiśmy o tym i o tamtym, zaczęliśmy snuć wakacyjne plany. Stwierdziliśmy zgodnie, że musimy się w końcu wybrać do jakiejś winnicy. Ledwie któreś z nas rzuciło tą propozycję, a na poboczu drogi zobaczyliśmy reklamę: „Fattoria Parri, vini, oglio”! Tego szukaliśmy, niewiele myśląc nawróciliśmy samochód i wjechaliśmy na teren pięknej posiadłości. Wiosna! Tu była prawdziwa wiosna, podczas gdy u nas czuć jeszcze było schyłek zimy. Na powitanie wyszedł nam właściciel i po naszych wyjaśnieniach, że chcielibyśmy kupić oliwę i spróbować wina, zaprosił nas serdecznie na zwiedzanie fattorii. Zobaczyliśmy miejsce gdzie tłoczona jest oliwa, jeden z pracowników opowiedział nam o całym procesie i oczywiście mogliśmy jej też spróbować, a że smak zadowolił nasze wybredne kubki smakowe, zakupiliśmy dwie duże puszki. Potem zaproszono nas do cantiny, w głównej sali wystawione były wina do degustacji i zaczęła się zabawa:) Atmosfera zrobiła się swobodna i przyjacielska. Słuchaliśmy jak zaczarowani opowieści o vin santo a ja puchłam z dumy, bo właściciel komplementował moją znajomość języka. Po degustacji zaprosił nas do zwiedzania rodzinnej piwniczki, co za miejsce!!! Butelki pokryte były kurzem i pajęczyną, ułożone precyzyjnie, rocznikami, poczuliśmy się niemal jak w kaplicy. Potem gospodarz zwócił nam uwagę na ściany w tym pomieszczeniu, wszędzie były powciskane muszle, co mówiło wiele o geologicznej przeszłości miejsca, ale to w Italii już nie powinno nas dziwić, niemniej wciąż robiło wrażenie. Na zakończenie naszej wizyty właściciel zapytał o daty urodzenia dzieci a potem zniknął na kilka minut. Kiedy wrócił trzymał w rękach dwie butelki zacnego trunku - roczniki 2004 i 2006:) Otworzymy na 18-tych urodzinach i wypijemy razem z dziećmi:) I znów ta serdeczność, gościnność, która chwyta za serce...
Wyjeżdżając z Fattorii Parri mieliśmy bagażnik wyładowany winem i oliwą, obiecaliśmy  wrócić w następnym roku i oczywiście dotrzymaliśmy słowa...    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj