czwartek, 31 maja 2012

Ludzie

Kiedy jestem w Warszawie zastanawiam się za czym tak naprawdę tęsknię, co takiego jest w tym miejscu, co mnie w sobie rozkochało. Potem wracam i już sobie przypominam: pagórki, które na wschodzie rozlewają się w mgle Romanii, ciepłe światło, kamienne domy rozrzucone po wzgórzach, jelonki wychodzące z lasów, a w końcu ludzie, przyjaciele, ich serce na dłoni, ich język, kuchnia, muzyka i radość. 






Prawie każdy, kto tu przyjeżdża natychmiast chce kupić dom i pewnie większość miałaby ochotę napisać o tym książkę. Toskania potrafi zauroczyć, omotać, ma wszystko: lasy, góry, morze, jeziora, sztukę, spokój, gościnność, więc ja pewnie zbyt oryginalna w swych zamiarach nie będę. Jednakże tak naprawdę to ludzie, których poznałam uczynili z mojego życia fantastyczną przygodę, to za nimi tęsknię i to oni zasługują na to by poświęcić im trochę więcej niż dwa zdania na blogu...   

środa, 30 maja 2012

Ogródek

Kiedy wynajęliśmy dom w L poprosiłam właścicieli żeby przygotowali mi na lato kawałek ziemi pod mini ogródeczek. Rok temu, gdy przyjechaliśmy na pierwsze wakacje już "u siebie" okazało się, że mój ogródek jest całkowicie zagospodarowany, rządek cukinii, sałaty, ogórków i dwa rzędy pięknych krzaków pomidorów, w tym 5 różnych odmian! Oniemiałam z zachwytu! Czy ziemia tak dobra, czy miejsce odpowiednie, czy jak to mówią "z serca podarowane", w każdym razie tak dorodnych pomidorów nie miał nikt w okolicy, nawet sami właściciele.
Mikołaj każdego ranka pędził do ogródka w poszukiwaniu nowych zbiorów. Uwielbiałam patrzeć na blond czuprynę, która migała między soczyście zielonymi krzakami. Co jakiś czas wyciągał rączki w górę i krzyczał: - Mamusiu dwa pomidorki, jeden ogórek i wielka cukinia, której nie dam rady wyciągnąć!
Potem wracał dumny do domu, mył warzywa i układał na talerzu obok świeżego chleba z masłem.  




Kiedy zimą rozmawiałam z Nello, naszym gospodarzem, podpytywał mnie wnikliwie, co w tym roku chciałabym posadzić w ogródku. Nie śmiałam nadwyrężać ich niesamowitej uprzejmości i miałam zamiar zrobić wszystko sama... Wczoraj dzwoniła Graziella, aby przekazać, że wszystko jest gotowe, posadzili pomidory, bakłażany, cukinię, a reszta to niespodzianka. Brak mi słów aby opisać jak wspaniałych ludzi tam spotkałam...

wtorek, 29 maja 2012

I znowu się trzęsie:( Śledzę informacje w tv, czytam wpisy znajomych na fb. "U nas" na szczęście wszystko dobrze, poza tym, że wstrząs był odczuwalny, to żadnych szkód nie ma.
Niektórzy w Polsce do mnie dzwonią i pytają - no i co? dalej chcesz tam jeździć? A ja im odpowiadam -  A czy to tak łatwo porzucić marzenia???
Z ryzykiem trzęsienia ziemi w Italii trzeba się liczyć, zawsze było i zawsze będzie. Żeby być bezpiecznym najlepiej byłoby siedzieć w domu w Warszawie choć i to 100% pewności nie daje. Jest wiele miejsc, niezwykle popularnych kierunków wakacyjnych podróży narażonych jeszcze bardziej na wszelkie kataklizmy. I tak sobie można gdybać...
Tak czy inaczej oczywiście czuję niepokój i zaklinam w myślach - niech już przestanie!!!

Czerwcowe zapiski

Jeszcze tylko miesiąc ... Zaczynam już czuć ten przyjemny dreszczyk:) Robię ostatnie zakupy, załatwiam pilne sprawy, ganiam między szkołą i przedszkolem, organizuję przyjęcia urodzinowe chłopców, rezerwuję dentystę, nie chcę o niczym zapomnieć, wszak aż dwa miesiące będziemy .... na wakacjach ... na emigracji... u siebie:) Gdy mam chwilę żeby usiąść z kawą przeglądam zdjęcia i moje notatki z przed roku i jeszcze bardziej mi tęskno...

28 czerwca 2011 L


Ostatnie dni czerwca są bardzo gorące, nawet poranki tu w górach nie mają tej charakterystycznej rześkości, jakby niosły na ramionach cały skwar, którym zostanie zalana ziemia za kilka godzin. Ja jednak właśnie w tej temperaturze zaczynam "żyć". Czuję, że nagrzewam się aż do kości, jestem jak bateria słoneczna. Powietrze ma niesamowity zapach, poza tym dla kogoś kto mieszka w wielkim mieście już samo to, że ma zapach jest niesamowite. Słodycz kwitnących lip, kwiatów polnych, mięty i Bóg wie czego jeszcze upaja i rozleniwia. Poznaję hałasy i dźwięki tego miejsca, uczę się po włosku nazywać ptaki i drzewa. Okoliczne wzgórza porośnięte są gęsto bukami, a buk to po włosku faggio... 


poniedziałek, 28 maja 2012

Toskański Notes

Jak mało czasem trzeba do wielkiej radości, dostałam dziś o poranku piękny prezent od bliskiej mi osoby - NOTES TOSKAŃSKI.

Notes jak to notes - rzecz dla mnie niezbędna z miejscem na osobiste notatki ale co najpiękniejsze - puste strony przeplecione są starymi, czarno-białymi zdjęciami i fragmentami wspomnień toskańskich między innymi Iwaszkiewicza, Zagajewskiego, Herlinga - Grudzińskiego, Kraszewskiego i innych. Dziękuję Ci Pani "R":)

I jeszcze fragment:
"Jadąc do Fiesole, droga się ciągle podnosi powoli, wężykiem kręcąc po skraju góry wśród willi, ogrodów, cyprysowych lasów, domków, stanowiących jakby przedmieście Florencji. Wzrok coraz dalej sięga na otaczające Apeniny, na wijące się w dolinie Arno, nareszcie z wierzchołka wyżyny postrzega się całe miasto i kopułą majestatyczną Najświętszej Panny Kwiecistej, z Kampanilem Giotta, kopułą Medyceuszowskiej kaplicy, z wieżami kościołów i gmachami rozsianymi w dolinie wpośród zielonych ogrodów, niezliczone wille wyglądają z nich jak z koszów zieleni. Widok bardzo jest piękny, każdy zawrót głowy go urozmaica, w głębokim rozdole dolina rozkosznie umajona, dokoła sine gór szczyty na straży,  w dali Vallombrosa, Pratolino, wyżyny kolorowane przecudownie najbogatszymi tony palety powietrznej." /Józef Ignacy Kraszewski/ 


Kocham....

piątek, 25 maja 2012

Na Monte Lavane


Już nikt się nie dziwi temu, że ciągle coś notuję. To mój nałóg, nie chcę aby cokolwiek mi umknęło, aby zatarło się w niepamięci, oto jedna z rozmów z przyjacielem. Zapisuję nawet to, choć czasem śmiać mi się chce z samej siebie... 

- Kiedy już przeprowadzisz się na stałe do Italii, to czego najbardziej będzie ci brakowało? - zapytał mnie Mario pewnego październikowego wieczoru.
- Nie wiem, ciężko powiedzieć. Oczywiście mamy, braci, tzn najbliższej rodziny, potem być może tego co polskie w kuchni, pewnych widoków i spacerów, ale to wszystko jest do rozwiązania - mówiłam - nie wyprowadzam się do Australii czy Nowej Zelandii, gdzie jedna podróż do Polski byłaby niebotycznym wydatkiem, nie mówiąc już o samej odległości. Jeśli tu pewnego dnia zacznę za czymś bardzo tęsknić wsiądę w samolot i za półtorej godziny będę tam albo kupię mamie bilet i ona przyjedzie pomieszkać z nami, dopieścić nas swoimi ciastami i pierogami.
- No tak myślałem, że tak odpowiesz. - uśmiechnął się Mario.
- Bo to dość oczywiste. Widzisz ja nie chcę odciąć się od Polski, tu są moje korzenie, moje i moich dzieci, tu są miejsca, które kocham, które pokazał mi mój ojciec, jest wiele wspaniałego w Polsce, będzie za czym tęsknić... Mimo to jednak, na samym czubku tej piramidy jest moja miłość do Italii, nie tylko do Toskanii. Mimo kryzysu, który teraz macie, mimo problemu z imigrantami, całym sercem chcę tu żyć, każdego ranka gdy się budzę zdaję sobie sprawę, że to pragnienie jest coraz silniejsze i nie poddam się póki tego nie zrealizuję.

środa, 23 maja 2012

Przyjacielskie gadu-gadu.




Przeglądam dziś zapiski z moich toskańskich pobytów i oto co znalazłam. Bezcenne są to chwile rozmowy o wszystkim i o niczym, o rzeczach poważnych i trochę mniej na serio. Tęsknię za tym bardzo będąc w moim warszawskim domu z betonu....

29.04.2012 L.

Niebo zasnuło się szarymi chmurami, ale na szczęście nie pada. Udało nam się  zjeść obiad przed domem. Prosciutto San Daniele, mortadella, finocchiona, kiełbasa dojrzewająca, sery wszelkiego rodzaju, marynowane l’acciughe, pomidory, cebulki w aceto, jajka na twardo z naszym polskim majonezem, szaszłyki, wino, potem obowiązkowo kawa. Łąka przed domem usiana jest stokrotkami i mleczami, aż razi w oczy!
- Musimy złapać świerszcza - mówi Mario
- Po co ci świerszcz? - pytam zdziwiona.
- żeby grał, żeby nam czas umilał - odpowiada - miałem kiedyś jednego, mówiłem ci. Wiesz, że kiedyś we Florencji było nawet święto świerszcza? Tak jak teraz robią różne ciekawe festy: chleba, dzika, kwiatów, polenty, etc. tak kiedyś we Florencji nawet świerszcz miał swój dzień.
- To trochę tak jak w Chinach - mówię, bo przychodzą mi na myśl opowieści Tiziano Terzaniego.
- Mój świerszcz miał prawdziwie luksusową klatkę, ogromną, mógł też wychodzić na trawę przed domem.
- Już nic mnie w tobie nie zadziwi! Mieliśmy już sowę, więc dlaczego nie moglibyśmy mieć świerszcza - odpowiadam:))

środa, 16 maja 2012

Wiosenne wspomnienie


Tak pisałam 28.04. w L.

O poranku jak tylko słońce wyjdzie zza wzgórz biorę książkę, poduszkę i szklankę caffe latte i siadam na moich kamiennych schodkach. Czytam ojciec.prl. Czytam o moim peerelowskim dzieciństwie będąc w Toskanii, czy kiedykolwiek śniłam o tym? Chyba nie!
Jakże nieosiągalny wydawał się świat poza naszymi zamkniętymi szczelnie granicami! A teraz jestem tu, szczęśliwa! felice! strafelice! W tle śpiewa Lucio Battisti, kilka lat temu nie miałam pojęcia o jego istnieniu a teraz nie ma dnia bez choćby chwilki z jego muzyką, z jego słowami...   
    Słońce!! Wreszcie jest gorąco!!! Leżę pół dnia i tylko obracam się jak jagnię na ruszcie, jutro ma padać, więc chcę wykorzystać czas maksymalnie! Wiem, że nie zdrowo, wiem, że skóra się starzeje ale jakoś chwilowo średnio mnie to obchodzi! Ok 14.00 poddaję się, uciekam do cienia. Jemy spaghetti al pesto a potem jedziemy do M.
Dziś wieczorem zaplanowaliśmy obiad w jednej z naszych ukochanych restauracji i na samą myśl o  tym co jest w menu ślinka nam cieknie! Po raz pierwszy zamawiam moim chłopcom po normalnej porcji, łudzę się, że może w ten sposób uszczknę coś dla siebie!! O ja naiwna! dzieci pochłaniają wszystko z takim apetytem, że po pięciu minutach na talerzu jest tylko pustynia:)

Drukuj